piątek, 31 stycznia 2020

Łamigłówka Luci- osamotnieni


Odwaga? Uciekanie przed władzami, będąc niewinnymi śmierci Andre można nazwać odwagą? Jak każde słowo posiadało wiele definicji, a w szkole nauczyli mnie, że używa się tego, kiedy ktoś w obliczu niebezpieczeństwa nie boi się walczyć.
Wymknęliśmy się przez drzwi od piwnicy. To te miejsce przyprowadzało koszmary. Okrutny zapach umarłych. Momentalnie migawki wspomnień otworzyły się w pamięci.

- Hej! - Na dotyk dłoni Carol zadrżałam. - Nie ma jej tu. Ona zniknęła z naszego życia na zawsze.
- Ciągle pamiętam. - Próbowałam schować niespokojne dłonie do kieszeni spodni. - Nigdy nie będę żyć normalnie.
- To jest przereklamowane. - Prychnęła Eve. - Musimy przyspieszyć zanim zaczną szperać tutaj. - Ostrzegła, ruszając dalej do przodu. Jednak musiałam się z nią zgodzić. Normalność nie istnieje. To fikcja.
- Dopóki będziemy razem, zwalczymy jej obecność w głowie. - Podniosła mnie, niczym pannę młodą dzięki czemu mogłam wtulić się mocniej w tak czułe ramiona siostry, że zapominałam na kilka chwil o strachu.

May wyprzedziła wszystkich, odkrywając wyjście awaryjne przykryte liśćmi. Czasem odnosiłam wrażenie, że minął tylko jeden dzień, a nie pół roku. Cały dom wyglądał tak, jakby do niczego nie doszło. Poza znalezionym ciałem chłopaka. Na samą myśl jedzenie podeszło do gardła. Zakryłam usta.

- Lucio, co z tobą? - Spytała Eve dość troskliwie co do niej było niepodobne.
- Nic. - Przełknęłam ślinę. - Niestrawność. - Obroniłam się wyrazem, który przypadkowo utkwił mi w pamięci. Ojciec Carol często cierpiał na problemy z trawieniem, a skoro coś ciągle się powtarza, trudniej puścić to w niepamięć.
- Może wrócimy po jakieś rzeczy. Nie możemy ot tak wynieść się do lasu. - Zauważyła May nieco zdezorientowana. Rozglądała się, szukając ścieżki.
- Nie mamy czasu. Tam gdzie pójdziemy, niczego nam nie zabraknie. - Wyjaśniła stanowczo. - Zaufajcie mi.
- Wielu rzeczy nam nie mówisz. - Burknęła najbardziej walcząca z ludźmi. - Jesteś dziwna.
- Bo spędziłam większość życia w psychiatryku, tak? - Odwróciła się wściekle na pięcie. - Nie wybrałam tego!
- Dziewczyny, nie czas na kłótnie. - Siostra jako jedyna panowała nad burzą wewnętrznych emocji. Nawet i ją ruszyła śmierć Andre. Pamiętałam, że czuła więcej niż przyjaźń. Miłość zanim nas zdradził.
- Ja tylko tłumaczę. - Warknęła, wyprowadzając się z równowagi. - Gówno wie!
- Eve! - Krzyknęłam. Nie znosiłam takich sprzeczek. - Cholera! - Przeklęłam, widząc światła auta policyjnego. - Już po nas!

~~~~~~~~~~~
Przepraszam za brak ostatnio notek, ale coś się posypało w moim życiu i próbowałam jakoś to poskładać do kupy, aby nadal miało jakiś sens. Szkoda, że playlista przestała działać. Chyba Blogger specjalnie chce mnie wykopać na patostrefy typu Wattpad.
PS: Nie porzucę tej historii. To będzie się dalej pisać choćbym nie wiem co się stało.

wtorek, 28 stycznia 2020

Luka Claire- to nadal dzieci


Policja zaczęła zbierać ciało Andre i zabezpieczać wszelkie ślady. Było to zbędne, ale powinni pomyśleć, że doszło do morderstwa. W ten sposób sierociniec nadal będzie działał. Traktowałam te dzieci jak własne, dlatego zrobiłabym dla nich wszystko. Nawet posunęłabym się do kłamstwa.
Śledczy usiadł naprzeciw mnie w gabinecie, lustrując każdy odruch twarzy czy samej postawy rąk. Wzięłam głęboki wdech, wypuszczając powietrze. Tylko spokój uratuje od zbędnych pytań.

- To już kolejny zgon w tym miejscu. Rozumie pani, że to poważna sprawa, prawda? - Uniósł prawą brew, obserwując moją reakcję. Siedziałam niewzruszona. - Jeśli chce pani pomóc swoim podopiecznym, poprosiłbym o współpracę.
- Czytałam Catalinie bajkę jak zawsze, aż usłyszałam jakiś dźwięk. Ciężko mi go określić. - Podrapałam się po głowie. - Byłam lekko śpiąca i nie chcę nikogo wprowadzać w błąd. - Chwyciłam się za głowę. - Oni muszą mieć tu dom. - Wyłkałam, pokazując mu to co chciał zobaczyć. Załamanie. - Biedny Andre. Gdybym mogła jakoś mu pomóc... - Mój głos się łamał.
- Mamy podejrzenia kto mógł to zrobić. - Na blat biurka położył cztery fotografie. - Lucia Corell, Caroline Teklei, May Santori lub Evangeline Marclin.
- To niemożliwe. - Podniosłam swoją głowę, przyglądając się zdjęciom. - Znam ich. To wspaniałe dzieci. Pomogły mi. - Łagodnie się uśmiechnęłam bez zdradzania dodatkowych detali tej osobistej historii. - Nigdy nie sprawiały kłopotów.
- Tak tylko się wydaje, że są niewinni. Są zamieszani w zaginięcie pani córki. - Na tę wieść wytrzeszczyłam oczy. - Nie dała znaku życia od pół roku.
- Widocznie nie kocha mnie. Była trudnym dzieckiem. - Stwierdziłam zgodnie z prawdą.
- Była? Nadal może żyć, a mówi to pani tak pewnie. - Zmierzył wzrokiem ruch warg. - Nie jestem głupi, aby nie zauważyć tak oczywistych rzeczy. - Zaśmiał się prosto w twarz. - Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna.
- Proszę mi tego nie powtarzać. - Wstałam na równe nogi. - Jeśli pan pozwoli, wrócę do pracy. Jestem jedna na dwieście podopiecznych. - Zwróciłam mu uwagę. - Odezwę się, gdy coś odkryję.
- Nie ma pani wyjścia. - Wzruszył ramionami. - Do widzenia.

Jak tylko wyszedł z pomieszczenia, przeklęłam pod nosem. Musiałam ostrzec Carol i resztę bandy. Pobiegłam do pokoi, otwierając po kolei każde z drzwi.

- Tu jesteśmy. - Zawołała May. Poszłam w ślad jej głosu. Nastolatkowie wydawali się zdezorientowani. Dłużej nie mogłam ukrywać narastającego napięcia.
- Policja może was powiązać ze śmiercią Andre. Coś wiedzą. Musicie stąd uciekać. - Wewnątrz drżałam niczym galareta.
- Za bardzo węszą. - Odezwała się Eve z większym opanowaniem niż poprzednio. - Dowiemy się co tu zaszło.
- Wierzę w to. Jesteście mądrymi dzieciakami. - Wskazałam im ręką na wyjście awaryjnie. - To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam na pożegnanie. - Nie nazywajcie tego tchórzostwem. To odwaga.

~~~~~~~~~~~
I tak kończy się pierwsza mini seria. Zachęcam do udziału w dyskusji w komentarzach.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Luka Eve- nie patrz


Nie mogłam dłużej słuchać oskarżeń May wobec Andre. Nie znała go tak dobrze jak ja. Może to dlatego, że ludzie z takim samym poziomem szaleństwa mówią i myślą w tym samym języku.
Moje ciało zastygło w bezruchu. Słowa uwięzły w gardle. Nikt nie przekroczył zabezpieczonej taśmy, która otaczała ciało ofiary oddzielone głową od reszty. Starałam się znieść ten widok.

- A... Andre? - Tylko Lucia znalazła odwagę, aby coś z siebie wydusić.
- Nie patrz. - Claire odciągnęła dziewczynkę z dala od tego widoku.
- Lepiej stąd chodźmy. - Zaproponowała Carol. - Wystarczy nam kłopotów. - Nie byliśmy co do tego przekonani. - Eve, dobrze się czujesz? - Zapytała z troską, dotykając mojego ramienia. Gwałtownie odskoczyłam, chwytając za serce.
- Potrzebuję wody. - Odparłam słabo bez obaw o wpadnięcie w pułapkę, choć Andre skończył w jednej z nich.

Usiadłam przy stole kuchennym, walcząc o kontrolę nad rozdygotanym ciałem. Utrzymanie szklanki w dłoniach wydawało się czymś niemożliwym do zrobienia.

- Może wezwę lekarza. Powinien nadal badać sieroty.
- Żadnego lekarza. - Uderzyłam pięścią w stół. Nienawidziłam ich za to jak mnie potraktowali. Te wszystkie badania w psychiatryku, podawanie końskich dawek leków, a najgorsze to zamykanie w izolatce na rozkaz Maner. Jedyną nadzieją jaką miałam na normalne życie odeszła razem z nim.
- Spróbujmy przetrawić na spokojnie całe zajście. Dla mnie to też jest szok. Nie spodziewałam się go tu zobaczyć. W dodatku martwego. - Opiekunka maskowała pod opanowaniem prawdziwe emocje. Nigdy nie ukazywała wprost co czuje, ale i tak darzyła empatią. Troszczyła się, będąc opoką dla bezbronnych dzieci.
- Jeszcze wczoraj ze mną rozmawiał. - Szepnęłam do siebie. - Dlaczego mnie zostawiłeś? - Zduszałam w sobie chęć płaczu.
- Ale... Ale czemu umarł? - Wyjąkała najmłodsza z nas.
- Zabiła go pułapka. - Wyjaśniła treściwie. Ponownie zamilknęliśmy. - Wiecie o sierotach? - Kiwnęliśmy lekko głową. - Zginęły tak jak on.
- Przecież usunęliśmy je wszystkie. - May biegała wzrokiem po ścianach kuchni. - Wszystko wróciło. Jakim cudem?
- O... Ona żyje! - Lucia pisnęła, dygocząc. - To chore! Mści się?

Martwi głosu nie mają. Do tego każdy musiał być przekonany. Ktoś inny za tym stał. Podejrzenia padały na naszą czwórkę. Tylko my zostaliśmy zapoznani z historią tego miejsca. Jednak cała ta sprawa robiła się beznadziejna. Poprawka. Trudna do zrozumienia.

- Zapewniam was, że umarła, wiec proszę o jedno. Po... - Nie zdołała dokończyć. Jakaś osoba zapukała do drzwi. - Idźcie na górę. Ja się nim zajmę. - Poprosiła, idąc w stronę gościa. Głos mężczyzny roznosił się po domu. Ten śledczy nie da tak łatwo za wygraną.

niedziela, 26 stycznia 2020

Luka May- witaj w domu koszmarów


Siedzieliśmy jak na szpilkach, czekając na Lucię. Długo nie wychodziła z sali przesłuchań co było dość niepokojące. Dziwne? Raczej nienormalne. Do tego ten Andre nadal nie wystawił nosa. Przeklęty glina. Czemu ubzdurał sobie, że wiemy coś o tym co się stało z sierotami "Lagoony?" Mogłam wyjechać, a nie zostać w tym cholernym mieście, z którego pamiętałam tylko ból. Z myśli zbudził mnie płacz. Biedne dziecko.

- Kazali jej oglądać zwłoki. To jest podłe! - Krzyknęła Carol. - Czemu wmieszali nas w takie bagno?!
- Może Andre im coś wyśpiewał i nie ma odwagi nam spojrzeć w oczy. - Byłam gotowa powiedzieć coś więcej, ale z każdym słowem Eve uderzała mocniej pięścią w ścianę. - Ugryzło cię coś?
- Zamknij się, dobra? Nic o nim nie wiesz. - Warknęła, waląc mocniej. - Więc zamilcz, do cholery.
- Hej. Co ty taka nerwowa? - Dziewczyna odstawała od nas swoim charakterem. Zachowywała się dziwnie. Coś ukrywała.
- Dobra. Dajcie już spokój. To jej sprawa. My mamy coś ważniejszego do zrobienia. - Wtrąciła się przyjaciółka, unosząc głos. - Jeśli mamy zakopać nasz sekret do grobu, musimy wrócić do "domu." - Zakreśliła cudzysłów w powietrzu. Lucia nadal drżała. - Wiem, że to dla wszystkich będzie trudne, ale inaczej nie dadzą nam żyć.
- Trudno się nie zgodzić. - Westchnęłam ciężko. - Kiedy mamy tam zawitać?
- Dzisiaj. - Podkreśliła dosadnie słowo.
- No to wio, drużyno. - Lekko parsknęłam śmiechem, choć sytuację mieliśmy do kitu. Zostawiliśmy policjantów w spokoju, żeby zajęli się swoją robotą. Jednak ktoś nas obserwował, aż ciarki przeszły po ciele. - Wynośmy się stąd.

Liście opadały z drzew, pozostawiając nagie gałęzie. Chłodny wiatr spychał nas wzdłuż ścieżki, która prowadziła do sierocińca. Dziewczynka ciągle trzymała za rękę Carol. Wracały złe wspomnienia, a kazali nam zapomnieć. Kłamali w żywe oczy, że będzie lepiej jak tylko znajdziemy cegiełkę do budowania przyszłości. Gdyby nie dusiły koszmary, może te gadki specjalistów miałyby więcej sensu.
Przed wejściem stał samochód policyjny wraz z karetką. Znowu coś się działo.

- Nie powinniśmy tu teraz być. - Eve była gotowa się wycofać. - To źle wróży.
- Kłopoty? Większych nie będzie. - Uśmiechnęłam się głupkowato, otwierając drzwi. - Pani Clayton. - Zawołałam opiekunkę placówki. Stała nieruchomo blisko schodów.
- May, poczekaj! - Za plecami usłyszałam pozostałych. Nie wycofałam się. Nie byłam tchórzem. Zadzieranie ludziom nosa to moja przyjemność. Im bliżej byłam kobiety, tym bardziej czułam zapach co do przyjemnych nie należał. Zapach śmierci. Czyżby kolejna ofiara rzekomego mordercy? Ciekawość nie dała za wygraną.
- O nie. - Nowa członkini Colii zastygła na ten widok. Brakowało słów. - To... - Więcej nie potrafiła z siebie wydusić. Niewidzialna siła kazała nam na to patrzeć. To był strach.

sobota, 25 stycznia 2020

Luka Carol- nawiedzeni przez przeszłość



Prędzej czy później mogliśmy wpaść w tarapaty, ale czemu teraz? Akurat ogarnęliśmy nasze życia, kierując się zgodnie z wolną wolą. Żadnych zakazów ani granic. Wywalczyliśmy zasłużoną wolność.

- Caroline Teklei. - Wyczytał policjant z dokumentów. Delikatnie stukałam nogą o podłoże. - Była pani pod opieką Maner Clayton. Zaginęła pół roku temu. Co pani wie o tym? - Zielone tęczówki lustrowały każdy mój ruch. Nie mogłam pokazywać swoich nerwów. Wdech i wydech.
- Niewiele. Ostatnie co pamiętam to szpital. Byłam chora. - Odparłam łagodnym tonem zgodnie z prawdą. Dzięki May ustaliliśmy jedną wersję wydarzeń. Niczego nie poznają.
- To ciekawe, bo karetka przyjechała przed utratą przytomności. - Mężczyzna, aż prosił się o łomot od przyjaciółki. Jego odpowiedzi były niczym wyciągnięte z chorych teorii spiskowych. Chyba, że to podpucha. Specjalnie kłamał, żeby wyciągnąć prawdę. Przede wszystkim musiałam pamiętać to co mogłam powiedzieć. Jeśli powiąże wątki, każdy ucierpi. - Nic pani nie powie? - Wciąż patrzył podejrzliwie.
- Chciałabym zrozumieć jedną rzecz. - Skontrowałam jego wzrok. - Dlaczego mnie wyciągnęliście z pracy? Nie wierzę, że to tylko przez jej zaginięcie. Coś się stało, prawda?
- Jest pani naprawdę bystra. - Parsknął śmiechem, wykładając zdjęcia na stół. - Znała ich pani?
- Nie. - Odparłam krótko, patrząc na moment ujęcia zmarłych ciał. - To młode dzieciaki. Jak do tego doszło?
- Zginęli w sierocińcu, dlatego morderca mógł już wcześniej działać. - Zasugerował jedną z teorii. - Sprawdzamy czy mógł mieć coś wspólnego ze zniknięciem Maner Clayton.
 
A więc nie wiedzieli nic o pułapkach? Myśleli, że ktoś ich zamordował? Chętnie zaśmiałabym się mu w twarz, ale potrzebowałam zachowania poważnej kobiety.

- Nic o tym nie wiem. Czy mogę już wyjść? - Zapytałam, panując nad sobą.
- Oczywiście, ale jeśli pani coś sobie przypomni, proszę się zjawić. - Poprosił, podając wizytówkę z numerem telefonu. Tobias Moser. Skąd ja go znałam?

Wyszłam z sali przesłuchań. Na korytarzu siedziały Eve z May i Lucią. Brakowało tylko Andre. Podeszłam do nich, szepcząc dyskretnie.

- Pytali was o Maner?
- Niezłe z nich dupki. Mogliby zająć się ważniejszymi sprawami. - Warknęła May. Ledwo trzymała emocje w ryzach.
- Ale jakieś dzieciaki zginęły. To już jest warte uwagi. - Zauważyła Eve. Ledwo rozpoznałam ją w nowej fryzurze. Nie sądziłam, iż odważy ściąć włosy do ramion.
- Najwięcej mógłby gadać ten pieprzony zdrajca! - Podniosła ton, nie zważając na obecność nieletniej. Kontrola pękała w szwach.
- Problem w tym, że nadal go nie ma. - Rozejrzałam się po korytarzu. Mimo wszystko potrzebowaliśmy dawnego członka Colii do zatajenia zdarzeń z egzekucji. Pytanie brzmi: dlaczego ktoś tak punktualny zwleka z czasem? Czy to powód do zmartwień?

~~~~~~~~~~~~~~
Hej. Mała poprawka. Zapomniałam, że Blogger nie dzieli akapitów. Musiałabym rozdzielać opisy z dialogami, żeby było łatwiej do czytania. Bardzo przepraszam za takie przeoczenie. Mam nadzieję, że cieszycie się z powrotu. Będzie wiele się działo. Co sądzicie o nowym stylu? Dalej czuć klimat? Dajcie znać i nawet krytykujcie. Przez ostatnie lata nauczyłam się, aby jednak słuchać się innych i nie zamykać się na "recenzje." To mnie właśnie rozwinęło.
PS: Dziękuję wszystkim, którzy tyle czekali i nadal tu są. Jesteście wspaniali ;)

piątek, 24 stycznia 2020

Luka Luci- posłuchaj


Ciało Maner trawiło ogień, a my śpiewaliśmy radośnie, że już nigdy nikogo nie skrzywdzi. Spoglądałam jak jej żywot dobiegał końca. Nie słyszeliśmy już krzyków. Pozostał tylko popiół. Uroniłam łzę z oka. Koszmar się skończył. Byliśmy wolni.
Nagle poczułam czyjś oddech na szyi. Nerwowo odwróciłam się, widząc oczy dawnej opiekunki przepełnione gniewem. Sparaliżowana wymieniałam z nią spojrzenia.

- Ty... Ty nie żyjesz. - Wyjąkałam z trudem.
- Myśleliście, że tak łatwo odejdę? - Uśmiechnęła się diabelnie. - Ja nigdy nie zniknę. - Wyciągnęła rękę w moją stronę, chwytając za gardło. - Będę wiecznym koszmarem.

Gwałtownie zbudziłam się, oddychając najspokojniej jak tylko mogłam. Drżącymi dłońmi zakryłam twarz zalaną łzami. Próbowałam zapanować nad galopującym biciem serca.

- Nie! To nie może być prawda! - Pisnęłam, kołysząc się pionowo.

W pokoju pojawiła się mama. Niby nie była moją biologiczną rodziną, ale wiele mi dała ze swoim mężem. Troszczyli się, dając wszystko czego potrzebowałam. Jednak ja chciałam tylko jedną rzecz. Bezpieczeństwo. Kobieta czule objęła w swoje ramiona. Cicho szlochałam, wyrzucając z siebie cały ból.

- Już dobrze, słońce. To był tylko zły sen. - Dłonią pogładziła spięte plecy. - Powinnaś powiedzieć o tym psychologowi. - Zasugerowała łagodnym głosem. - Opowiesz mi co widziałaś tym razem?
- Sierociniec. - Odparłam krótko. Nikt nie mógł wiedzieć o tamtej nocy. Posunęliśmy się do morderstwa. Tak nazwała to Carol. Obiecaliśmy utrzymać wszystko w tajemnicy. Od tego wiele zależało.
- A wiesz dlaczego? - Spytała zaintrygowana. - Jeśli coś zaprząta nam głowę, nasz umysł nie pozwala o tym zapomnieć, więc porzuć przeszłość a koszmary znikną. - Ucałowała w czoło, troszcząc się, aby wszystko było dobrze. Tylko, że to tak nie działa. Nie byłam już naiwną sierotą, która ciągle wierzyła, że zabawom nie będzie końca. Musiałam szybciej dorosnąć.

Gdy tylko wyszła z pokoju, otworzyłam pamiętnik. Rysowałam każdy detal snu jaki wyrył się w pamięci. Niebawem zabraknie miejsca do obrazków. To już czwarty notes, który zabezpieczyłam w szufladzie na klucz, a minęło ledwie pół roku. Czas nie stał w miejscu, choć moje ciało nadal tkwiło w tamtej chwili.
Zeszłam do kuchni, aby coś przekąsić. Szkoła czekała. Tata przygotował kanapki, kładąc je na talerzu. Bez skrępowania wzięłam kromkę do ust. Pomidor rozpływał się wraz z serem w ustach. Przynajmniej to była chwila na oddech.

- Kiedy Carol wróci z pracy? Mam jej coś do pokazania. - Zapytałam o siostrę co również lekko nie miała. Ciągle budziła się w nocy. Nie otrzymała dobrych snów.
- Powinna już być. Chyba, że papierki ją pochłonęły. - Zachichotał mężczyzna.
- Może do niej zadzwonię. - Pomyślałam głośno. Spięłam się na dźwięk pukania do drzwi. Podeszłam do nich. Podniosłam się na palcach, patrząc w wizjer. Zamarłam. To oni.

środa, 22 stycznia 2020

Ostatnie szlify i porachunki.

Witajcie znowu po raz któryś z rzędu
Zostały już niecałe dwa dni, żeby rozpocząć nowy rozdział tego bloga. No i jak pewnie wiecie pojawiły się pewne kwestie sporne. Odkąd dałam oznacznik co do kategorii wiekowej nie chce mnie wpuścić na główną stronę. Może to u mnie tylko taki błąd, więc macie ogromne szczęście. Widocznie mój internet zwariował (nie znam się na tym).
Utknęłam w papierkach, ale dzięki paru teczkom zdołam znaleźć porządek na pisanie Bezbronnych. Ożywienie innego bloga spędziło na niczym. Brak odzewu, ale to nieważne. Jestem tutaj.
W planach szykuje się trzecia część. Nie wiem czy o tym wspominałam, ale tak czy owak, w piątek powinien pojawić się pierwszy post. Jeśli go nie będzie, powodów znajdziecie mnóstwo, począwszy od braku internetu, błędu Bloggera, usunięcie posta, a kończąc na takich banałach jak brak weny czy zapominalstwo.
Oto co już widnieje na stronie.

  • nowe profile postaci z opisami + nowa postać, której jeszcze nie było
  • zmiana szablonu
  • inna otoczka muzyczna
  • utworzenie spisu treści do dziesięciu mini serii
  • załącznik do obserwowania na Twitterze
  • zwiastun drugiego sezonu
Co na papierze?
  • zeszyt z oznaczeniami serii
  • profile postaci
  • plan fabularny
  • zarys charakterów postaci
  • mapa myśli
  • ustalenie ról postaci
  • stworzenie arców (wydarzeń)
  • zdjęcia sierocińca według wycinków pomieszczeń z gry "Dom zagadek"
Mimo upływu lat i coraz to nowocześniejszej technologii wciąż uwielbiam robić wszystko na papierze. Jednak chciałabym, żeby ktoś tu dał o sobie znać, że czyta tego bloga. Krytyka wskazana. W ten sposób wiele się nauczyłam. Dziękuję. Do napisania wkrótce.


wtorek, 14 stycznia 2020

Kolejne przeszkody

Im bliżej nowej serii, tym bardziej Blogger mi się naprzykrza. Znalazłam już stronę do pobierania grafik z możliwością użytku bez praw autorskich, więc do tego się nie przyczepi. Teraz zmieniając dostęp bloga dla dorosłych, coś zepsuło się z szablonem. Jednak nie będę przy tym kopać. Jest czytelny. Jedynie tło musiałam zastąpić, bo rzekomo obrazek został usunięty. Nie istnieje.
Jednak uspokajam wszystkich, że mimo tych durnych problemów seria ta pojawi się na blogu. Jestem w trakcie układania historii. Można powiedzieć, że poszalałam z pomysłami. Więcej zdradzić nie mogę. Jak tylko beta odda mi dokument z naniesionymi korektami wstawię pierwszy rozdział (notkę, kartka z dziennika jakiejś postaci), więc proponowana data początku wyjdzie na 24 stycznia. Jeśli coś się zmieni, dam znać.
Przy okazji możecie śledzić mojego Twittera. Tam dodaję to co ostatnio robię, czyli pisanie, projekty czy zwyczajne życie pisarza gdy pojawia się blokada. W razie pytań istnieje od tego strona, ale jeśli ktoś nie chce pisać tam wprost, odpiszę na każde z nich na mailu. Wszystkie linki podaję poniżej.

Twitterhttps://twitter.com/katari_anna

Mail: yoanka2415@gmail.com

czwartek, 9 stycznia 2020

Dawno, dawno temu... - Zwiastun drugiej części


Moja pierwsza próba zwiastuna na nowym programie. Trzeba korzystać z alternatyw na tak słabym laptopie, ale mam nadzieję, że to wam się spodoba. Może być jedynie problem z głośnością dźwięku w pewnych momentach. Można powiedzieć, że to już oficjalne potwierdzenie. Drugi sezon powstaje. Beta otrzymała do sprawdzenia pierwszą serię co znaczy, że mogę powoli myśleć nad rozłożeniem wątków. Co chcielibyście zobaczyć? Jestem ciekawa waszych propozycji.

sobota, 4 stycznia 2020

Ogłoszenia parafialne czy jakoś tak

Jako że wymyśliłam sporo zadań na ten rok przedstawię pokrótce jak to wygląda. Nie chcę składać pustych obietnic, bo naprawdę kocham tę historię i jest o wiele lepszy pomysł na kontynuację niż poprzednio. Bardziej mroczny. Oto jak to wygląda na dzień dzisiejszy.


  • HistNoWriMo - tutaj piszę opko o Amirze, która ma chronić żonę faraona przed gniewem bogów. Całość ma trwać do stycznia. Jeśli skończę szybciej, będzie więcej czasu na pisanie blogowe.
  • 365 Prompts Challenge- pisanie jednego tematu dość krótko. Nie zawracam sobie zbytnio tym głowy. Jest to całkiem przyjemna rozgrzewka.
  • Projekt IMAA- to dość złożony projekt. Nadal nie ma openingu, a scenariusze same się nie edytują.
  • Edytowanie pierwszej części Bezbronnych - dzięki mojemu krytykowi oraz wszystkich czytelników z zeszłych lat (pozdrawiam wszystkich) skłoniłam się dać temu lepsze życie. To jest dość skomplikowane. Tonę w papierach :D Tych nowych nie zastąpię obecnymi postami. Zrobię to w inny sposób.
  • Kontynuacja Bezbronnych- no i tu się na chwilę zatrzymamy. Jeśli opko z wyzwania skończy się przed wyznaczonym terminem, siądę do tego i zacznę pisać nowe notki. Zostaję przy starym stylu. Teoretycznie jak tradycja nakazuje, czyli pięć perspektyw, dziesięć mini serii. Jedynie nie będzie żadnych obrazków. Ta sprawa z Acta i usuwanie treści trochę mnie niepokoi. Ten blog jest dla osób dorosłych, gdyby ktoś zapomniał.
Tu krótki zwiastunik co się wydarzy.

Od ocalenia sierocińca przed Maner mija już pół roku. Carol wraz Lucii mieszkają pod jednym dachem, realizując swoje marzenia. Jednak koszmary dalej nawiedzają. Nie dają o sobie zapomnieć. W wiadomościach dowiadują się o śmierciach podopiecznych z nowej "Lagoony." To zmusza ich do zebrania drużyny na nowo, aby odkryć kolejne mroczne sekrety, gdyż jedna śmierć nie rozwiązuje problemów. Piekło nadal trwa.


Kolejne rzeczy są niewiadomą. Z racji na swój stan i szukanie pracy nie wiem czy mój wolny czas się nie skruszy. Jednak nie porzucę pisania. Nawet jeśli znowu je znienawidzę to do niego powrócę. No to mam nadzieję, że ktoś tu będzie zaglądał. Udanego weekendu.
Ps: Nowy szablon i playlista już jest na blogu. Oby tego nie skasowali ;)

piątek, 3 stycznia 2020

5 lat później. Czy to powrót?

Na wstępie chcę zaznaczyć, że powróciłam, ale nie wiem na jak długo. Nad internetem wiszą czarne chmury, a po tym co się stało z moimi blogami boję się cokolwiek wstawiać. Jednak do rzeczy.
Wzięłam się za edycję pierwszego sezonu Unprotected i planuję drugi. Zmusiłam się do zamiany szablonu, choć w najbliższych dniach poszukam jakiegoś mrocznego. Fabuła skupiałaby się na nowej tajemnicy. Colia będzie musiała znowu stawić czoła zagrożeniom. Będą zmuszeni powrócić do "Lagoony." Śmierć Maner nie zakończyła piekła. Więcej nie mogę zdradzić. Co zatem jeszcze mnie powstrzymuje?
Czytałam ostatnio artykuły na stronach poświęconym blogom oraz zmianie zasad. Niektórzy odkrywali, że ich blogi traciły treści, linki nie działały, obrazy zniknęły, a nawet i cała strona. Nie wiem czego to wina, dlatego w ramach małego zabezpieczenia nie będę wstawiać obrazów do notek. Większość rozdziałów zapiszę w zeszytach lub dokumentach z dala od internetu.
Podsumowując to wszystko wracam po pięciu latach. Wyrobiłam sobie nowy styl, ale i tak błędy nadal popełniam. Staram się nie wprowadzać chaosu. Pracuję nad tym, dlatego jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, niech da mi szansę się zrehabilitować po słabych notkach.
I to tyle. Spóźnione Szczęśliwego Nowego Roku.

sobota, 14 marca 2015

Unprotected- 10 lat później. Próbka

Nazywam się Carol Teklei
Minęło sporo czasu od kiedy Colia przestała istnieć wraz z Maner, która stała się prochem. Jej matka opiekuje się sierotami z Lagoony, a ja przygarnęłam Lucii po odzyskaniu rodziców. Z tamtych wydarzeń pozostały niezmywalne wspomnienia pełne tragicznych przeżyć. Na szczęście koszmar się skończył, ale to nie oznacza, że powrót do normalnego życia będzie czymś prostym.
 Każdy z nas ma już zawód i mieszka w tym samym mieście. May została prawnikiem, co było dla niej nie do pomyślenia. Jednak uznała, że będzie w ten sposób wpływać na sprawiedliwe wyroki. Jedynie Lucia dalej się uczy i myśli o byciu policjantką. Również chciała mieć na coś wpływ i postanowiła zadbać o bezpieczeństwo ludzi.  A co z Andre i Eve? O nich nic mi nie wiadomo. Nawet nie chcę tego wiedzieć. 
A co ze mną się dzieje? Czy ja też pracuję? A i owszem, ale w niezbyt ciekawej posadzie, bo sekretarka. Mogło być gorzej, ale nie narzekam. Czasem spotykam się z przyjaciółmi, by powspominać dawne czasy. Na znak naszej niezniszczalnej więzi pozostały bransoletki z kryształem, gdzie była nazwa Colia . Gdy tak patrzę na bransoletkę to mi brakuje organizacji, choć z drugiej strony przypomina mi o zdradzieckim Andre. 
Są wady i zalety. Jednak mimo startych ran próbujemy ułożyć sobie życie na nowo, zwłaszcza Lucia. Czasem ma takie dni, że odechciewa jej się wszystkiego. Zbiera jej się na płacz i wtedy staram się pocieszyć ją, jak tylko mogę. Daję jej powody do dalszej walki. Musi walczyć z przeszłością, która ją pokaleczyła. Mówiłam o tym, że nie będzie łatwo wrócić do normalnego życia. Tworzymy własne demony. Trzeba z nimi się zmierzyć i przestać chować głowę w piach.



---------------**************************------------------------------------------------------------------

Ok. Pewnie zastanawiacie się co to jest? Czy to ma znaczyć, ze drugi sezon powstanie? Niekoniecznie. Chciałam wam pokazać, co może być powodem do kolejnej części, a widać po tym, ile mi weny na tę historię zostało. Ostatnio IMAA dokładnie mnie pochłonęło, ze tylko myślę o blaszakach o tym, kogo tam zabić. Czy dalej uważacie, że jest sens to kontynuować? Liczę na szczerość :)

sobota, 7 marca 2015

Unprotected 10 lat później- czy to możliwe?

Witajcie po długiej przerwie. Pewnie zastanawiacie się, skąd ten powrót na "stare śmieci"? Zastanawiałam się nad kontynuacją innego bloga, ale mój odwieczny krytyk i pomocna dłoń chce sezon drugi tej historii. Wydaje się być nieskończona, dlatego proszę was o głosy w tej sprawie. Zamiast bawić się w ankiety, podpisujecie za lub przeciw pod tym postem. Do końca marca zdecyduję wspólnie z wami, co zrobić.
Nie ukrywam, że pisać będzie ciężko ze względu na powrót lęków z przeszłości, trudne sytuacje do poukładania i niszczenie pasji przez drastyczną krytykę nauczycielki, która powinna wspierać, a nie dobijać bardziej. Dlatego sprawę z powrotem Unprotected dogłębnie przemyślę. Pomyślę, czy zmienić bohaterów, albo zmniejszyć ich ilość. Jeśli się uda, w kwietniu znowu poczujemy klimat tajemnicy i grozy. Po śmierci Maner miało się wszystko poukładać, ale to nie do końca prawda. Pojawią się nowe przeszkody, bo życie to codzienna walka z samym sobą i światem. To jak będzie? Wracamy czy nie? Czekam na wasze głosy i myśli w tej sprawie. Jednak napiszcie, dlaczego za i dlaczego przeciw?

środa, 4 lutego 2015

Konkurs

Witajcie po dość długiej przerwie
Wróciłam na tego bloga, by podzielić się z nim z większym gronem społeczności. Zgłosiłam Unprotected do konkursu na Blog Roku 2015. To od was zależy, czy zasługuje na wygraną. Tak więc po prawej stronie macie baner z numerem bloga. Wystarczy wysłać SMS-a i oddać głos.
Chciałabym też podziękować za wielką liczbę wyświetleń, co wykazuje, że ta historia była czymś niezwykłym. Myślę, że na konkursie nie poprzestanę i być może wrócę tu znowu, gdy nabierze mnie wena na pisanie o tych samych bohaterach, ale poza sierocińcem, gdy wszystko się im układa. 10 lat później. Jednak nie będę wam dawać na to jakichkolwiek nadziei, ale wykażcie się ostatni raz zaangażowaniem w tego bloga i pomyślcie, czy Unprotected powinno zaistnieć wśród innych odbiorców.

niedziela, 12 października 2014

Inne blogi

Unprotected się zakończyło, ale w tyle zostały stare blogi, które mało kto zna, Może ci się spodoba jakiś i tam zostawisz po sobie maleńki ślad w postaci komentarza. Kilkinjij w nazwę, by przenieśc się na dany adres



Był dzień. Nieco pochmurny, choć deszczowy. Siedzisz sobie na ławce blisko placu zabaw, gdzie widzisz, jak dzieci bawią się w chowanego i gonitwy po trawie. Nagle słyszysz krzyki, strzały. Dostajesz dreszczy i szybko biegniesz w stronę hałasu. A tu się nagle okazuje, że to tylko dzieci bawią się w wojnę z plastikowymi pistoletami. Wtedy przypominasz sobie, że kiedyś to zdarzyło się naprawdę. 
Prawdziwa wojna.



Sezon 1


Jest to historia Piper- młodej nastolatki, co ma 16 lat. Gdy próbowała popełnić samobójstwo, rodzice oddali ją do oddziału psychiatrycznego, gdy miała zaledwie 10 lat. Teraz ma 16 lat. Przez dłuższą samotność stworzyła sobie przyjaciółkę o imieniu Rosie. Lekarze uznali ją za wariatkę, która rozmawia sama ze sobą. Nie widzieli Rosie, jako istotę żywą. Tylko ona w nią wierzyła. Przez samotność bez rodziny i przyjaciół, zamknięta w sobie, stworzyła przyjaźń w psychiatryku. Nikt do niej nie podchodził. Ten blog ma na celu pokazanie życia za ścianą samotnika, który może zwariować, odizolowany od świata.


Sezon 2

Jest to kontynuacja "Niewidzialnej" . Wydarzenia dzieją się po samobójczej śmierci Piper. Całą szkoła usłyszała o jej czynie i uznali ją za psychicznie chorą. Jedynie Greg nie myślał tak o niej. Wiedział, że to przez samotność zabiła się. Zezłościł też ją fakt, że on zażartował z Rosie. Nie wierzył w jej istnienie.

Rosalia jest siostrą Grega. Ma 6 lat. Uwielbia bawić się w teatrzyk z lalkami (marionetkami). Jednak nie zdawała sobie sprawy, że jedna z nich był żywa. Nazywała ją Emily, bo lubiła to imię. Tylko, że tak naprawdę była duchem zmarłej Piper.

W każdą noc lalka ożywa. Dziewczynka słyszy głosy w pokoju i przez strach ucieka spać do matki. Jej ojciec zginął w fabryce miedzi. Lalka woła Grega i śpiewa melodię ( znane słowa z piosenki Buki- Danse macabre)



Samantha, Kate i Amfretia są siostrami, które mają magiczne moce. Pochodzą z Azera. Jednak przez wojnę zostały rozdzielone dla bezpieczeństwa. Gdy spotkają się wszystkie razem, poznają swoje pochodzenie i przeznaczenie.


Seira ma już 21 lat. Gdy miała 10 lat, ktoś zabił jej siostrę, 12-letnią Caroline. Kobieta szuka zabójcy bez pomocy policji, tylko działając z własnym doświadczeniem. Jedynie Jane-jej przyjaciółka pomaga w tropieniu sprawcy przestępstwa, choć uważa, że zabójca może być już umarły. Chce pomścić śmierć swojej siostry za wszelką cenę, gdyż ma poczucie winy, że mogła ją uratować, ale nie wiedziała, co ma zrobić. Nie potrafi o tym zapomnieć.





I to są głównie te blogi z których jestem dumna, bo zyskały zainteresowanie wśród niektórych. Pozostałe musicie znaleźć sami, ale nie są warte przeczytania. Zapewniam i do zobaczenia ;)

sobota, 11 października 2014

Ostatnia szansa Maner- egzekucja FINAŁ

Notka została zapisana przez Claire ze względu na okoliczności. Claire opowiada, co się wydarzyło według opisów Carol. May, Andre, Eve i Lucii

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Była noc. Wszyscy spali za wyjątkiem naszej grupy. Mieliśmy bardzo ważne zadanie do wykonania. Takie, które zmieni wszystkich losy. Spotkaliśmy się dwie godziny przed północą w bibliotece. Mieliśmy przy sobie latarki, by mieć źródło lekkiego oświetlenia przy chodzeniu w ciemnościach. Byłam tam z Carol, May i Lucii. Wszystkie ubrały się całkowicie na czarno. Rozmowę rozpoczęła dowódczyni akcji, czyli Carol.

-Dobra. Wiecie, co mamy zrobić?

-Nie można tego odkładać na dłużej. Już nadszedł ten czas.- odparła May gotowa do rozpoczęcia pierwszej części

-Pora to zakończyć- powiedziała pewnym głosem Lucia

-Ok. To od czego zaczynamy?- zapytałam, czekając na jakąś błyskotliwą odpowiedź

-Najpierw trzeba obudzić naszą ofiarę. Potem bierzemy do ręki jakąś broń i kończymy jej żywot raz na zawsze. Zrozumiane?-  pałała gniewem, niecierpliwie czekając na przebudzenie Maner

Miała już przemyślane, jak załatwi moją córką. Nie chciała dla niej żadnej litości. Była gotowa na wszystko.

-Zrozumiane- kiwnęliśmy głową

-Resztę planu podam wam później. To do roboty. Za Lagoonę- przyłożyliśmy wspólnie ręce

-Za Lagoonę!- krzyknęliśmy razem

Swoje kroki skierowałyśmy do kuchni. Tam zaczęłyśmy robić nieznośny hałas. Lucia świetnie się bawiła, kiedy tłukła  naczynia. Co chwilę się śmiała.

-Pani Maner. Proszę stawać!- krzyczała, szeroko się uśmiechając

Nie reagowała. May wzięła do ręki kubek i rzuciła w okienko gabinetu,

-Wstawać!

I to ją zbudziło z twardego snu. Wybiegła oszalała na dół. Nie tylko ona się zbudziła. Bardzo ogarnęło ją przerażenie na widok dwóch innych osób. Dziewczyny też nie ukrywały zdziwienia.

-Jakim prawem mnie budzicie?! Macie karę! Wszyscy bez wyjątku. A ty Andre miałeś być gdzie indziej! Wynocha!- wskazała gniewnym wzrokiem na drzwi poszczególnych pokoi,

Rozeszliśmy się według jej rozkazu. Carol tylko mijając nas, szepnęła do ucha, by zabrać ze sobą broń i zejść znowu na hol. Z tego, co zauważyłam to May i Carol uzbroiły się w pistolety. Ciekawe, jak je dostały? To nieważne. Ważne, że mają. Schowały je pod czarną kurtkę.

-Jesteś pewna, że robimy dobrze?- spytała niepewnie May

-Tak. Już za wiele ta baba nam zrobiła. Znasz moją tajemnicę i wiesz, że to przez nią mogę umrzeć.Nie odpuszczę jej tego.- ścisnęła ręce w pięści

-Wiem o tym. Wiem. Pamiętaj, Carol. Kiedy to wszystko się skończy, ktoś ci pomoże na pewno- przytuliła ją May

-Chociaż jest jakaś szansa.

Przerwałam im rozmowę, wchodząc do pokoju Carol. May stała uzbrojona, a Carol obok niej uwalniając się z uścisku przyjaciółki.

-Gotowe wymierzyć sprawiedliwość?

-Gotowe- powiedziały razem

Zeszła razem z May na hol, a ja poszłam do pokoju Andre. Tam była z nim jakaś dziewczyna, Kojarzyłam ją z dawnych lat, gdy sierociniec nie był jeszcze znany. Jeśli pamięć mnie nie myli to jej imię zaczynało się na E.

-Chcecie nam pomóc załatwić Maner, czy macie inne plany i nie mieszacie się w to?- zadałam pytanie, bo sądziłam, że mogą być dobrymi sojusznikami

-Aa to stąd takie hałasy? Oczywiście, pomożemy. Tak, Andre?- zwróciła się do chłopaka

-Tak. I przestań mnie o to pytać, jak sama wiesz- spiął się nieco na zwykłą prośbę

Zeszliśmy do kuchni, gdzie wzięliśmy swoje oręże do walki. Zwykłe noże o ostrych krawędziach. Idealne na atak. Kiedy byliśmy już gotowi, mojej zdziwieniu rzucił się widok Lucii , niosącej pusty wazon.

-Żartujesz. To twoja broń?- spytała Carol

-Może być. Nie będę bawić się niczym ostrym. Dostanie w łeb wazonem- zachichotała

Maner znowu wróciła no hol. Na sam widok broni u dzieciaków i mnie, stała lekko zmieszana, aż zdecydowała się pobiegnąć po swojego obrońcę. Był taki sam, jak od dziewczyn. Mały, czarny i podręczny w łatwym użytku.

-Nikt nie będzie mi groził- wycelowała w najmniejszą i pociągnęła za spust

Dzięki szybkiej reakcji Lucii, szybko rzuciła w nią wazonem. Tylko niewiele kropli krwi wypływało z rany na czole.
Determinacja Carol i May sięgnęły zenitu. Razem wyjęły w tym samym czasie swoją broń, strzelając z jednego pocisku w jej brzuch. Maner upadła na ziemię. Dziewczyny rzuciły w ścianę swoje pistolety na znak końca swojego ataku. Gdy ona skończyły, Andre razem ze swoją sojuszniczką wziął nóż , który przebił dłoń ofiary. Dopiero rzut noża w serce przez Eve  doprowadziło do stanu śmierci dawnej opiekunki Lagoony

-To już koniec, Maner. Już nikogo nie skrzywdzisz. I nie myśl,że skończyliśmy z tobą. Trzeba całkowicie się ciebie pozbyć wiedźmo.- krzyknęła z dumą ,Carol

-To co z nią robimy? Do komory?- podrzuciła pomysł May

-Nie. To musi być coś gorszego. Niech zniknie jej ciało. Niech zniknie. Claire, idź po klucze. Pora, by skończyła, jak  każda wiedźma.- zasugerowała dziewczyna

-Co masz na myśli, Eve?- spytał ją Andre

-Ogień.

Teraz już wiedzieliśmy, co ta Eve miała na myśli. To było zbyt brutalne, ale dla Maner nie może być żadnej litości. Żadnej.
Pobiegłam po klucze do jej gabinetu. Od razu znalazłam odpowiednie do drzwi wejściowych. W szufladzie znalazłam zapalniczkę, która przyda się do finalnej agonii. Od razu wzięłam klucze do rąk, a zapalniczkę schowałam do kieszeni.
Z hola zabrali ciało Maner. Nieśli je Andre i Eve. Reszta śpiewała jakąś piosenkę. Poszłam przed nimi i otworzyłam drzwi. Na powietrzu słyszałam głośniej ich śpiew. Nawet inne sieroty zbudziły się,i zapragnęły popatrzeć w okno na widowisko.

Nie, nie skrzywdzi już nas
Bo skończył się jej czas
A u stopu ma swój los
Który porzucił ją na stos

Na kamiennym kręgu pełnym patyków, utworzył się stos, na którym położono ciało Maner. Zapalniczka zapaliłam drewniane patyki, aż zaczął unosić się ogień wraz z dymem. Lucia była ciekawa, co z nią dalej będzie.

-Czyli ona już nie wróci?- spytała się Carol

-Nie ma szans. Spłonie żywcem i nigdy się tu nie pokaże Ona jest martwa.- odparła spokojnym głosem

Minął zaledwie kwadrans i z jej ciała został tylko proch. Na placu rozległy się okrzyki radości, a ja uroniłam łzy szczęścia. Jedynie Carol nie czuła tej przyjemności i bezwładnie upadła na ziemię. May wiedziała, ze to trucizna ją niszczyła.

-Dzwońcie po pomoc!- wykrzyczała zdenerwowana May

Bała się o swoja przyjaciółkę. Nawet zaszkliły jej się oczy, co oznaczało wielkie przejęcie strachu. Pospiesznie pobiegłam po telefon. Wezwałam pogotowie, które zjawiło się pół godziny później. Lekarz tylko podjechał pod bramę i przeszedł przez niewielką szczelinę z płotu, gdyż furtki nie dało się otworzyć. Od razu May zabrała ją na ręce i razem z mężczyzną przeszli przez dziurę w płocie. W szybkim tempie znalazły się w szpitalu. Tam lekarze próbowali jej pomóc.  W białym korytarzu niebieskimi lampami czekała na jakieś informacje o stanie przyjaciółki. Po krótkim oczekiwaniu wyszedł lekarz na korytarz,

-Co z nią? Odtruliście ją?- dygotały jej dłonie

-Bez obaw. Jest w dobrym stanie. Okazało się, że zatruła się większą ilością arszeniku. Jednak to była zmieszana trucizna z innymi substancjami toksycznymi. Na szczęście jest cała i zdrowa. Nie doszło do żadnych efektów ubocznych- wytłumaczył mężczyzna w fartuchu

-Mogę się z nią zobaczyć?- prosiła May

-Możesz,ale krótko. Powoli odzyskuje siły. Zostanie przez kilka dni na obserwacji i potem ją wypiszemy.

-Dziękuję- ulżyło jej brak zagrożenia


 Napisy końcowe


Carol wyzdrowiała bardzo szybko. Maner zniknęła na zawsze i stała się niegroźnym popiołem. Claire przejęła Lagoonę. Sieroty zyskały bezpieczeństwo i opiekunkę. Z komór wyjęto ciała i większość  z nich były nadal żywe. Okazało się, ze te komory pozwalały na rekonwalescencję. Więc prawie wszystkie sieroty zyskały a powrotem swoich rodziców. Tylko Lucia miała pecha, ale Carol zdecydowała się nią wziąć pod swój dach. Jej rodzice zrodzili się na to. Colia przestała istnieć.


Podziękowania

  1. Paul Abora- za cenione twoje krytyki, które pomagały w rozwoju tego bloga
  2. TonyPepper- za częste bycie na blogu i komentowanie notek. Jesteś złotym czytelnikiem
  3. Pepper- za inspiracje i dawanie sił do dalszej pracy
  4. Firegirl- za niezwykłe opinie, które podbudowały mnie na duchu. Dzięki aniele.
  5. Anthony Stark- za samo czytanie i wyrażanie własnych opinii

Dlaczego kończę? Głównie to przez naukę i częste problemy z pamięcią . W pewnych momentach nie wiedziałam, co pisać, a pisanie z chaosem i brakiem logiki nie ma sensu, To jak o tym sądzicie, piszcie jako OSTATNIA opinia podsumowująca wasze zdanie na temat całego bloga. Dziękuję za wszystko, a waszych blogów nie porzucę :)











piątek, 10 października 2014

Ostatnia szansa Andre- sekret teczki

Znowu szybko zbudził mnie ten sam koszmar, który wcześniej mi się śnił. Muszę uciekać, jak najszybciej z tego przeklętego miejsca. Boję się, że nim wrócę do Lagoony to komuś stanie się krzywda. Trzeba działać, jak najszybciej się da.
Szybko wstałem na nogi i zacząłem myśleć nad planem ucieczki. Eve wiedziała, co zamierzam zrobić i nie przeszkadzało jej to. Czułem, że chciała tego samego. Ucieczki.
Wyszedłem z sali i szedłem prostym korytarzem, szukając dokumentów. Nikt się nie dziwił, jak opuściłem pomieszczenie, bo miałem prawo wyjść, kiedy zechcę. W końcu to nie jest oddział zamknięty.
Eve szła za moim cieniem. Nie musiała pytać, by znać mój cel. Od razu odczytała z moich myśli, że chcę znaleźć teczkę, którą chciała mieć Maner, ale ja jej tego nie oddam. Wykorzystam to w innym celu. Skoro to jest takie ważne to Colia się tym zainteresuje. Szybkim krokiem szliśmy do tak zwanego archiwum. Łatwo je znaleźliśmy, bo w drzwiach odbijały się dokumenty i teczki. Zaczęła ze mną rozmawiać telepatycznie, gdy weszliśmy do tego pokoju.

-Nie dasz tego Maner? Dasz to Colii? Taka przepustka na powrót do organizacji?

-Mniej więcej. Z resztą jej bardzo zależy na zdobyciu tych informacji. Wykorzystam to przeciwko niej. Wracamy do Lagoony 

-Ty wracaj, ale ja tam nie jestem potrzebna. Będę tylko przeszkadzać.

-Bez ciebie tam nie pójdę

Postawiłem jej ultimatum i zgodziła się wrócić do starych murów sierocińca. Nie znałem jej zamiarów, ale na pewno mi je powie później.
Szukaliśmy teczki w archiwum, przeszukując wszelkie szuflady z aktami. Niewielkim światłem widzieliśmy kontury przedmiotów. W końcu była ciemność. Noc. Jednak udało nam się odnaleźć, co szukaliśmy przez długą godzinę.Wciąż używaliśmy tego samego kontaktu, by nikt nie nakrył nas po usłyszeniu głosu.

-To ta teczka. Zmywajmy się stąd. Na pewno chcesz uciekać?- spytałem, chwytając do ręki garść papierów

-Tak. Na pewno. I tak za długo tu siedzę. Już powinnam dawno to zrobić- odwróciła głowę, posyłając uśmiech

Ostrożnie wychyliłem głowę przez drzwi. Na korytarzu krążył jeden strażnik. Eve wiedziała, co należy zrobić. Wyszła na korytarz i rzuciła się na faceta w mundurze. Kilkoma ciosami w twarz spowodowała u niego utratę przytomności. Niestety to tylko działało przez chwilę. Chwyciła mnie za rękę i szybkim ruchem zgarnęła  klucze, otwierając pospiesznie drzwi przeciwpożarowe. Tymi drzwiami uciekliśmy z budynku. Odetchnąłem z ulgą. czując wolność. Przed nami był las. To była jedyna droga do Lagoony. Ona wiedziała, jak mamy iść.

-Nie patrz za siebie , Biegnij!- mówiła zwykłym głosem

Musiałem jej zaufać, bo bez niej w takim obcym świecie nie trafię nigdzie. Dawno nie byłem na zewnątrz i czułem się tak inaczej. Jakbym dopiero stawiał pierwsze kroki. Zgodnie z jej prośbą nie obracałem się za siebie. Gdy byliśmy w gęstwinie lasu, zauważyliśmy lekko zapalone światła w oknach. Na chwilę zatrzymaliśmy się, by złapać oddech.

-Uf. Najgorsze za nami- zaśmiałem się zadowolony z planu

-Nie do końca. Teraz trzeba znaleźć jej tajne przejście. Wejdziemy przez piwnicę.

-A jak wyjdziemy z piwnicy potem?

-Coś wymyślimy. Nie bój się- zaśmiała się z mojej bezradności

Wyczuwała narastający we mnie niepokój. I to ją najbardziej bawiło, a mnie wręcz przeciwnie.
Po złapaniu tchu poszliśmy dalej, zbliżając się coraz bardziej celu. Ciągle zaciskałem teczkę w ręce nerwowo, bo był to ważny dokument. Nie mogłem go stracić. Jest zbyt cenny.
W końcu dotarliśmy do zamierzanego miejsca. Eve wskazała mi obszar, gdzie miała znajdować się piwnica. Nie myliła się. Były tam drzwi, prowadzące na dół. Za pomocą wsuwki, Eve otworzyła zamek. Drzwi lekko skrzypiły, bo były przestarzałe. Pełne rdzy.
W środku nadal były komory. Nie patrzyłem na nie i szliśmy do kolejnych drzwi. Te również otworzyła bez problemu. Co ja bym bez niej zrobił? No zupełnie nic. Cieszę się, że zdecydowała się pójść ze mną. Szybko uwinęła sie z zamkiem i po chwili staliśmy na korytarzu. Wyczuwałem czyjąś obecność. Ktoś na nas patrzył. Aż zjeżyły mi się włosy, a ona tylko przystanęła na środku, słuchając jakiś odgłosów. Robiłem powolne kroki, kiedy nagle chwyciła mnie za rękę.

-Nie idź. Ktoś nas obserwuje. Bacznie spójrz powoli wokół siebie- stawiała coraz to ledwo słyszalne kroki

Obserwator cofnął się. Już nie czułem niepokoju na ciele. Eve puściła moją rękę. Poszedłem do swojego pokoju, a za mną ona poszła. Usiadłem wygodnie na łóżku, sprawdzając zawartość teczki. Były tylko wyniki jej badań psychiatrycznych. Nic nowego. Jedyne, co mnie zainteresowało to akta w sprawie zabójstwa lekarza. Co? Ona wcześniej już zabijała? No ładnie.

-No tego się nie spodziewałem. Zabijała wcześniej- byłam wmurowany

-To wszystko przez to, ze dowiedziała się o bezpłodności. Wiem o tym, bo już wcześniej wyczytałam w jej umyśle  starą przeszłość. I uwierz nie była wcale kolorowa.

-Mam to pokazać Colii? Przyda się. czy lepiej się tego pozbyć?- prosiłem o radę

-Jak uważasz. Dla mnie to niezbyt ciekawa informacja, bo wszystko wiem- szybko wyszła z pokoju

-Eve. A ty dokąd?- zdziwiła mnie jej reakcja

-Do mojego pokoju- rzuciła odpowiedź, biegnąc


Jak notka? Podoba sie? Pamiętajcie, ze jutro mamy FINAŁ. O tak. W końcu nadszedł ten dzien, kiedy Maner zginie a w jaki sposób to jutro sie o tym przekonacie . Pytania, komentarze? Pisac ;)



czwartek, 9 października 2014

Ostatnia szansa May- nie jesteś sama

Po spotkaniu wszyscy wrócili do swoich pokoi. W głowie każdy zastanawiał się, jak zabić Maner? No właśnie, jak? Na pewno bezlitośnie, niezbyt łatwo i spektakularnie. Wykończymy ją razem. W jedności siła.
Kiedy wszyscy wyszli z mojego pokoju, zaczęłam myśleć nad tym, jakim sposobem mam wykończyć wiedźmę. Myślałam nad dźgnięciem nią nożem, albo strzeleniem prosto w serce. Było tyle opcji do wyboru, a każdy w sumie chciał inaczej wykonać na Maner wyrok. No coś wymyślę niebanalnego .
Na biurku leżał niedomknięty laptop. Osz szlak. Ktoś mi tu szperał. Tylko po co? Wszelkie pliki nie zostały usunięte, a dysk nie został zniszczony. Czyli ktoś tu coś szukał?
Na pulpicie był otwarty dokument o planie Tox. Nic dziwnego, bo mieliśmy o tym rozmowę, ale na klawiaturze zauważyłam małą kropelkę. Prawdopodobnie łzy. Kogoś ruszył ten zapis. Kogo? Tu jest tylko opis jakiejś trucizny. Chwila moment, trucizny? O nie. Przecież samopoczucie Carol może mieć z tym związek i to pewnie ona to znalazła w moim laptopie. Musze nią o to zapytać. Oby moje przypuszczenia nie były prawdą. Carol nie zasługuje na śmierć. Nigdy na to nie zasługiwała.
Zapukałam ostrożnie do jej pokoju. Pozwoliła mi wejść. Nie była zbyt zadowolona moją wizytą. Usiadłyśmy na łóżku obok siebie. Nie ukrywałam zmartwienia.

-Cześć. Jak tam?- spytałam ją o samopoczucie i nie była tym zdziwiona

-Dobrze, Nic nowego. A co z tobą? Cały czas trzymałaś się za brzuch? Coś ci się stało?- teraz ona się troszczyła o mnie

-Eee...mała sprzeczka. Nic takiego. Jakoś się trzymam. Gorzej z tobą.

-To znaczy?- nie rozumiała, co miałam na myśli

-Jesteś poważnie chora przez Maner. Wiem o wszystkim. Szperałaś w moim laptopie? Przyznaj się- spytałam na spokojnie

Carol nie wiedziała, co ma powiedzieć. Milczała długo,aż w pewnej chwili wydusiła z siebie.

-Tak. Szperałam w twoim laptopie. Chciałam coś znaleźć i znalazłam, lecz nie do końca wszystko, co potrzebowałam- odwróciła głowę w przeciwną stronę, unikając mojego spojrzenia

Coś ukrywała.

-Carol, mi możesz wszystko powiedzieć. Znamy się, jak mało kto i traktuję cię, jak siostrę, dlatego bądź szczera. Plan Tox dotyczy ciebie?- chciałam odrzucić te podejrzenia

-Tak. Tylko proszę nikomu nie mów. Tylko ty to wiesz i ja- mówiła załamanym głosem

Czułam, ,że zaczyna ronić łzy z bezradności, bo nie było napisane o lekarstwie. Nie chciałam jej zostawić samą. W końcu to moja najbliższa mi osoba. Razem próbowałyśmy dorosnąć na dojrzałe kobiety.

-Nie powiem- przytknęłam palec na usta

-May. Ja nie chcę umierać! Mam jeszcze tyle planów a ktoś musi o was dbać. May, ja nie chcę już spotykać się z Marco!  Mam na to czas! - rzuciła mi się na ramiona, płacząc

Przytuliłam ja, uspokajając.

-Będzie dobrze. Nie pozwolę ci umrzeć. Pozbędziemy się Maner i zabierzemy cię do szpitala. Tam ci pomogą lekarze.- pocieszyłam, dając jej nadzieję, którą potrzebowała

-Dziękuję ci za wszytko, May. Jesteś kochana- cmoknęła mnie w policzek

-To drobiazg. Gdybyś czegoś potrzebowała, napisz mi SMS-a ,albo po prostu przyjdź do mnie. Pamiętaj, Carol. Będzie dobrze- opuściłam jej pokój, zostawiając ją w spokoju

Myślała, że nie poznam prawdy, ale to i tak wyszłoby na jaw. Nic jej nie mówiłam, ale na rękach zauważyłam wystające zielone żyły, co oznaczało o sile trucizny. Dość szybko zainfekowała jej organizm. Postanowiłam przeszukać w internecie sposobów na zatrucia, ale żadnego nie było. Jak zabijemy Maner to wszystko będzie możliwe, a Carol zostanie ocalona.



Wybaczcie, ze znowu za krótko, ale weny nadal brak. Oj ciężko, a sezon jakoś trzeba zakończyć. Macie pytanie to pytać śmiało,a jeśli macie wrażenie, ze cos jest źle napisane to napiszcie o tym w komentarzu. Liczy się każde zdanie, czy to dobre, czy złe ;)

środa, 8 października 2014

Ostatnia szansa Carol- była córką, ale jest potworem

Byłam w swoim pokoju. Zastanawiałam, się, co mam zrobić? Poszukać Claire, czy zająć się szukaniem lekarstwa o ile istnieje?
Postanowiłam zajrzeć do pokoju May. Tam znalazłam Claire. Leżała na łóżku, trzymając chusteczkę przy głowie. May ją uratowała. Co za szczęście, że nic się jej nie stało.

-Claire? Co robisz w pokoju May? Uwolniła cię?- zaczęłam rzucać pytaniami

-Tak. Odważna z niej dziewczyna. Podziwiam ją. Uratowała mnie przed Maner. Macie jakiś plan?- wytłumaczyła, wtrącając inny temat

Usiadłam obok niej. Ledwo słyszałam ją przy drzwiach. Musiała nieźle oberwać.

-Jak się czujesz?- zapytałam, licząc, że nie czuje się najgorzej

-W miarę, ale czasem jeszcze głowa poboli- zaśmiała się

Niezwykłe. Ktoś ją porwał, May ją uratowała, a po tej akcji ma odwagę się śmiać. Czyli nie jest, aż tak źle, jak podejrzewałam. Porywaczka ulitowała się nad nią, albo May coś jej powiedziała. No właśnie, a gdzie ją wcięło?

-Chociaż tyle dobrze, że jesteś z nami. Wspomniałaś wcześniej o planie i na razie to chcemy jakoś zlikwidować wiedźmę.

-Znaczy zabić?- domyśliła się naszych zamiarów

-Tak- nie ukrywałam prawdy

-Nie chcecie tego rozegrać inaczej?- liczyła na inny plan

Przecież każdy nienawidzi jej córki, a ona szczególnie. Prawie ,by leżała w grobie, a przez nią umieram. I tego nie powiem nikomu. To moja sprawa. Mój problem.

-Skrzywdziła nas wszystkich zbyt okrutnie, aby dać jej łagodną karę. Ktoś cię porwał na jej zlecenie i jeszcze próbowała cię otruć. Co ma jeszcze ta baba zrobić, żebyś wydała na nią śmierć?- wyjaśniłam jej powody planu, aż zaczęła się nad tym zastanawiać

Długo myślała nad moją wypowiedzią. W jej głowie pojawił się dylemat. Zabić własną córkę? Czy to nie będzie coś, czego będzie żałować? Mówiliśmy jej, że to Maner stoi za pułapkami i śmiercią rodziców wszystkich sierot. Powiedzieliśmy jej o tym, co wydarzyło się w Lagoonie, a ona myśli, czy nie karać tak okrutnie własnej córki? Potwora?

-Macie rację. Za dużo zrobiła złego w Lagoonie. Obiecuję, że jak odzyskam sierociniec będzie lepiej, Jeśli dobrowolnie nie odda mi sierocińca, będziemy musieli ją zabić. Innego wyjścia nie ma- zdecydowała się Claire

-Trzeba działać, nim stanie się większa tragedia- postanowiłam zebrać całą Colię

Wysłałam do May i Lucii SMS-a o spotkaniu w pokoju, gdzie byłyśmy z Claire. Szybko zjawiły się na czas. Wyjaśniłam, jak ważna jest sprawa odzyskania sierocińca dla Claire i wszyscy wyrazili chęć pomocy. Nawet Lucia była pewna swoich decyzji,Jestem z niej dumna. Wydoroślała.

-To co robimy z Maner?

-Zabić wiedźmę bez litości!- wyraziła się May, trzymając się za brzuch

-Lucia. Jakie jest twoje zdanie?- zwróciłam się do niej wprost

-Też zabić i nie oszczędzać. Za dużo osób skrzywdziła!- krzyknęła ze łzami w oczach

Podjęliśmy wspólną decyzję. Chcieliśmy tego samego i wyboru już nie zmienimy. Teraz trzeba wymyślić, jak zakończyć jej marny żywot? I to nie może być takie łatwe. Nawet mam już plan. Każdy miał swoje emocje, które chciał wyrzucić na tę bestię. I to będzie nasza broń. Nasze niepohamowane emocje.


Bardzo, ale to bardzo przepraszam za zwięzłość notki. Brakuje weny przez szkołę. Postaram się następną notkę da dłuższa,  a tymczasem oceńcie, jak ta wyszła. Jesli macie jakies pytanie to nie bójcie sie pytać ;)


wtorek, 7 października 2014

Ostatnia szansa Lucii- czas na zmiany

Na nogi zerwały mnie hałasy. Głównie krzyki Maner. Po co tak się drze?
 Gdy wstałam z łózka, założyłam buty i wyszłam z  pokoju. Ona szła do łazienki. Nic w tym dziwnego, ale czułam, że coś się złego stało. Po schodach zeszłam na dół, kierując swoje kroki do kuchni. To, co tam zobaczyłam mnie przeraziło. Przy ścianie leżała ledwo przytomna May. Miała potarganą bluzkę, czyli szarpała się z kimś. Pewnie Maner coś od niej chciała. Od razu podeszłam do niej, by jej pomóc. Nie wyglądała zbyt dobrze.

-May, co się stało? Maner ci to zrobiła?- spytałam, lekko szturchając ją po ramieniu

-Tak, ale to nic takiego- mówiła słabym głosem

-Jak to nic? Przecież widzę, co z tobą zrobiła. Dasz radę wstać?

May powoli wstawała, opierając się o ścianę. Widziałam, że była słaba. Podparłam ją na ramieniu i razem opuściłyśmy kuchnię. Gdy zobaczyłam zbliżającą się Maner w naszym kierunku, schowałyśmy się w bibliotece. Bałam się, ze nas znajdzie i zrobi coś gorszego. Za co tak się wściekła na May? Co jej odbiło?
Ostrożnie zerknęłam przez niewielki otwór. Na szczęście wróciła do swojego gabinetu. Szybko wyszłyśmy z ukrycia, podążając po schodach do pokoju May. Kiedy byłam z nią na miejscu, pomogłam jej położyć się na łóżku.

-Mam ci coś przynieść?- spytałam zmartwiona

-Nie trzeba. Już wystarczająco wiele zrobiłaś. Dziękuję- wymusiła lekki uśmiech

-Drobiazg. Colia pomaga każdemu w potrzebie- odwzajemniłam gest

Jest tego za dużo. Najpierw dzieje się coś złego z Carol, teraz May obrywa, a Claire? No własnie .Co z nią? Ostatnio ktoś ją porwał.

-A widziałaś może Claire?- może znała odpowiedź, bo ona była nam potrzebna

Usiadła na łóżku z poduszka przy głowie. Swoimi rękoma zakrywała brzuch. Czy tam też ją uderzyła? Co za babsko!

-Jest bezpieczna.

-A powiesz mi, czego Maner od ciebie chciała?- byłam ciekawa, czemu ta wiedźma tak ją potraktowała

-Chciała wiedzieć, gdzie jest jej matka. No wiesz, Claire- wyjaśniła

Podziwiam ją. Zniosła wszelkie udręki tej wiedźmy, by chronić Claire. May jest niesamowita. Jest naszą tarczą, która przetrwa wiele ataków.

-A co ci się stało w brzuch? Tam tez cię uderzyła?- martwiłam się, bo ukrywała ten ból, ale nie potrafiła go znieść

-To nic takiego. Mała sprzeczka z...- przerwała

-Z kim?;- wciąż dopytywałam dociekliwie

-Z matką Andre.- wydusiła ledwo ostatnie słowo

No nie. To chyba jakieś żarty? Jego matka porwała Claire dla tej wiedźmy? Nie wierzę. Co się dzieje w tej Lagoonie? Tak dłużej nie może być. Musimy zniszczyć Maner, nawet, jak będziemy posunięci do czegoś gorszego. Do jej śmierci.



Dziś krótko, ale myślę, że bez błędów. Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Mało osób było tu ostatnio. Liczę na jakieś zainteresowanie i rozumiem brak czasu, ale tak wszyscy? No nic. Co sądzicie o tej notce? Pytania, sugestie? Piszcie :)